Co się stanie z Twoimi danymi po śmierci? Cyfrowe dziedziczenie
Spisujemy testamenty u notariusza, dzielimy fizyczny majątek, a czasem nawet zawczasu instruujemy bliskich, komu ma przypaść w udziale rodzinna porcelana czy stary, ulubiony samochód. W tym wszystkim zaskakująco często pomijamy jednak sferę, w której obecnie spędzamy większość życia. Co się stanie z naszymi mailami, zdjęciami w chmurze, grami na Steamie czy oszczędnościami w kryptowalutach, gdy nas zabraknie? Cyfrowe dziedziczenie to już nie wymysł twórców science fiction – to jeden z najpoważniejszych problemów prawno-technologicznych naszych czasów.
Jeśli myślisz, że sprawa rozwiąże się sama, bo jakoś to będzie, to możesz się mocno zdziwić. Prawo, zwłaszcza polskie i europejskie, wciąż z zadyszką próbuje dogonić galopującą technologię. Zmarły człowiek w sieci to wbrew pozorom bardzo aktywny byt. Wysyła powiadomienia o urodzinach, jest oznaczany na zdjęciach, a czasem staje się celem brutalnych ataków hakerskich. Pozostawiony samemu sobie wirtualny majątek to chaos, z którym twoi bliscy będą musieli zmierzyć się w najtrudniejszym dla nich momencie.
Wirtualne cmentarze – kiedy algorytm nie wie, że odeszliśmy
Internet ma ogromny problem ze śmiercią. Przez pierwsze lata swojego masowego istnienia, portale społecznościowe były tworzone wyłącznie dla żywych. Kiedy algorytmy projektowano na krzykliwe przyciąganie uwagi i generowanie zaangażowania, nikt nie myślał o wirtualnej żałobie. Skutki tej krótkowzroczności widzimy dziś, gdy Facebook w radosnym tonie przypomina nam o urodzinach przyjaciela, który zmarł kilka lat temu.
Według naukowców z Oxford Internet Institute, jeśli obecny trend się utrzyma, w okolicach 2070 roku na Facebooku będzie więcej kont osób martwych niż żywych. Platforma Marka Zuckerberga w tempie ekspresowym zamienia się w największy na świecie cyfrowy cmentarz. Przez lata walka o uregulowanie tego zjawiska była dramatem wielu rodzin, które musiały błagać support Facebooka o usunięcie konta tragicznie zmarłego dziecka, na którego profil wchodzili internetowi trolle.
Konto „In memoriam”, czyli społecznościowa zaduma
Dziś technologiczni giganci wyciągnęli już pewne wnioski. Facebook pozwala na nadanie kontu zmarłego statusu „In memoriam”. Takie konto przestaje pojawiać się w sekcji „Proponowani znajomi”, nie wysyła powiadomień o urodzinach, a przy imieniu i nazwisku pojawia się słowo Pamięci. Aby uniknąć proceduralnego piekła, platforma wprowadziła też funkcję Opiekuna konta. Warto ustawić ją jeszcze za życia – wybrana przez nas zaufana osoba będzie mogła po naszej śmierci zarządzać pamiątkowymi postami, zaktualizować zdjęcie profilowe lub po prostu trwale usunąć profil.
Mit cyfrowej własności. Czy możesz przepisać w spadku gry i muzykę?
Tutaj zaczynają się prawdziwe schody, wprost do prawnej próżni. W fizycznym świecie sprawa jest banalnie prosta: masz książkę, umierasz, książkę dziedziczy twój syn. Może ją czytać, sprzedać albo spalić. W cyfrowym świecie kupujemy jednak licencje na dostęp, a nie same przedmioty. Kiedy klikasz „Kup” na Steamie, iTunes czy w ekosystemie PlayStation, tak naprawdę wypożyczasz dany produkt w sposób bezterminowy – ale tylko dla siebie.
Kilkanaście lat temu przez media przetoczyła się głośna plotka. Bruce Willis, zapalony fan muzyki cyfrowej, rzekomo planował pozwać Apple, by móc przepisać swoją wartą tysiące dolarów kolekcję z iTunes córkom. Historia okazała się dziennikarską kaczką, ale zapoczątkowała arcyważną debatę, która wciąż nie ma łatwego rozwiązania.
Z prawnego punktu widzenia, w momencie śmierci użytkownika, większość licencji na gry, e-booki, muzykę czy oprogramowanie po prostu wygasa. Twój majątek na koncie Steam, warty często setki lub tysiące złotych, w teorii wraca do wielkiej cyfrowej nicości.
W praktyce rodziny najczęściej radzą sobie z tym problemem… łamiąc regulaminy platform. Znają login i hasło zmarłego, logują się i po prostu grają dalej. Warto jednak wiedzieć, że oficjalnie przekazanie konta innej osobie narusza warunki świadczenia usług niemal każdego wielkiego cyfrowego sklepu i grozi jego całkowitym zablokowaniem.
Kiedy zabierasz swoje oszczędności do grobu
O ile konto na Instagramie to przede wszystkim kwestia emocji, pamiątek i prywatności, o tyle cyfrowe pieniądze to już twarda ekonomia. Sektor bankowy poradził sobie z tematem śmierci całkiem dobrze – bank po otrzymaniu aktu zgonu blokuje środki do czasu ustalenia spadkobierców. Co jednak, gdy ktoś trzyma swój majątek w zdecentralizowanym świecie Web 3.0?
Świat z zapartym tchem śledził historię Geralda Cottena, założyciela kanadyjskiej giełdy kryptowalut QuadrigaCX. Cotten zmarł nagle w 2018 roku podczas podróży do Indii. Razem z nim odeszły… hasła do tzw. zimnych portfeli (cold wallets), na których znajdowały się kryptowaluty o wartości ok. 250 milionów dolarów należące do ponad 100 tysięcy klientów. Mimo zaangażowania najlepszych ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa i śledztw rządu, tych środków do dziś nie udało się odzyskać.
Zdecentralizowana natura Bitcoina oznacza jedno: nie ma infolinii. Jeśli nie przekażesz bliskim klucza prywatnego lub tzw. frazy seed, twoje kryptowaluty zostaną na zawsze zamrożone w łańcuchu bloków. Będą widoczne dla każdego, ale nietknięte przez całą wieczność. Według szacunków firmy analitycznej Chainalysis, około 20% wszystkich wykopanych dotychczas Bitcoinów jest trwale utraconych – znaczna część z nich to skutek śmierci właścicieli portfeli, którzy nie zdążyli zostawić instrukcji spadkowych.
Jak Google i Apple ułatwiają cyfrowe pożegnanie?
Na szczęście korporacje technologiczne zaczynają dostrzegać gigantyczną odpowiedzialność, jaka na nich spoczywa. Rozwiązania, które obecnie proponują giganci z Doliny Krzemowej, to coś w rodzaju zapieczętowanej koperty u zaufanego notariusza. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie ją zostawić.
- Google: Menedżer nieaktywnych kont. To fantastyczne narzędzie przypomina cyfrowy wyłącznik czuwakowy (tzw. dead man’s switch). Określasz, po jakim czasie braku twojej aktywności w usługach Google (np. po 3 czy 6 miesiącach) algorytm ma uznać, że coś jest nie tak. Najpierw wyśle SMS do ciebie. Jeśli nie odpowiesz, system przekaże wskazanym osobom dostęp do konkretnych danych: plików na Dysku, filmów na YouTube, maili czy historii lokalizacji.
- Apple: Osoba kontaktowa ds. dziedziczenia (Legacy Contact). W systemie iOS masz możliwość dodania osoby zaufanej w ustawieniach Apple ID. Po twojej śmierci i przedstawieniu przez tę osobę aktu zgonu w specjalnym portalu Apple, otrzymuje ona wygenerowany klucz dostępu do twoich zdjęć z iCloud, wiadomości, notatek i kontaktów. Z dostępu celowo wyłączone są hasła trzymane w pęku kluczy iCloud ze względów bezpieczeństwa i prawnych.
Zrób to sam: Twój pierwszy cyfrowy testament w 3 krokach
Brak cyfrowego planu na wypadek śmierci to proszenie się o kłopoty. Być może masz skrzynkę pocztową podpiętą do domowych rachunków lub polis ubezpieczeniowych. Jeśli znikniesz, a bliscy nie dostaną się na konto e-mail, mogą przeoczyć ważne opłaty ratujące majątek rodziny. Jak zatem przygotować sensowny, użyteczny cyfrowy testament?
1. Używaj menedżera haseł i zrób audyt w trybie Emergency.
Zamiast prowadzić notatnik w szufladzie lub w głowie (która z perspektywy bezpieczeństwa jest najgorszym nośnikiem danych), zacznij korzystać z profesjonalnych narzędzi, takich jak 1Password, Bitwarden czy Dashlane. Wszystkie mają opcję awaryjnego dostępu (Emergency Access). Możesz przypisać w nich adres e-mail zaufanej osoby. Jeśli ta osoba poprosi o dostęp do twojego sejfu haseł, dostaniesz alert. Jeżeli go nie odrzucisz przez wyznaczony czas (np. 7 dni), system automatycznie przekaże jej zawartość sejfu.
2. Zanotuj klucz główny (Master Password).
Jeżeli opcja automatyczna cię nie przekonuje, weź kartkę, napisz instrukcję logowania do menedżera haseł oraz główne hasło odblokowujące wszystkie pozostałe. Zamknij ją w kopercie i dodaj ją do swojego tradycyjnego testamentu, u notariusza czy do sejfu bankowego. Reszta rozwiąże się sama.
3. Skorzystaj z wbudowanych funkcji gigantów IT.
Poświęć dziś 15 minut. Zaloguj się do ustawień Google, Apple ID i na Facebooka. Zdefiniuj odpowiednich opiekunów dla poszczególnych ekosystemów i przemyśl, jakimi prywatnymi informacjami w ogóle chcesz podzielić się po swoim odejściu. Co ciekawe, możesz również polecić Menedżerowi kont Google całkowite skasowanie twojego konta i danych po upływie np. 6 miesięcy, odcinając bliskich od potencjalnie bolesnych, a na pewno ekstremalnie prywatnych maili czy zapisków.
Dane przeżyją nas wszystkich
Przekształcenie swoich internetowych bytów w uporządkowane dziedzictwo nie jest oznaką pesymizmu, ale najwyższą formą dojrzałości. Zostawiamy po sobie setki megabajtów cyfrowych śladów dziennie. Od rodzinnych fotografii uwiecznionych z chmurze, przez notatki i archiwum komunikatorów, aż po kryptowalutowe inwestycje. Te niematerialne dane mogą mieć potężną wartość sentymentalną i materialną.
Zarządzanie pośmiertnym dorobkiem w sieci to dowód troski o tych, którzy zostają. Nikt z nas przecież nie chce, aby w rocznicę tragedii wesoły avatar „wykopany” z czeluści starych serwerów algorytmicznie namawiał przyjaciół z Facebooka do świętowania. Prawo ma jeszcze długą drogę do nadrobienia – od definicji dóbr cyfrowych na subskrypcjach kończąc. Dopóki regulacje o cyfrowym spadku nie wejdą na poziom równy kodeksowi cywilnemu, najlepsze co możemy zrobić to własnoręcznie chwycić za stery i ustalić własne, przedśmiertne zasady cyberbezpieczeństwa.

